Nastroje w obu drużynach są dobre. Miedziowi w imponującym stylu pokonali u siebie Widzew Łódź 2:1 zdobywając dwie bramki w końcówce meczu. Raków wygrał natomiast na własnym stadionie skromnie 1:0 z GKS Katowice. Lubinianie pojadą do Częstochowy bez stresu i napięcia zdając sobie sprawę z klasy rywala. Powalczą jednak o pełną pulę.
Zapraszamy do lektury rozmowy z Aleksem Ławniczakiem.
-Rzutem na taśmę piłkarze KGHM Zagłębia Lubin pokonali Widzew Łódź 2:1 w meczu, w którym lubinianie trochę cierpieli, ale ostatecznie ta determinacja została nagrodzona.
– Tak to prawda. Średnio weszliśmy w mecz, tracą bramkę w końcówce pierwszej połowy. Całą drugą część walczyliśmy, by ten wynik odrobić. Jestem bardzo dumny z zespołu. Brawa dla wszystkich chłopaków, że udało nam się to odwrócić i zdobyć trzy punkty. Twierdza naszego stadionu została utrzymana.
Z każdą minutą byliście bliżsi wyrównania i ostatecznie Jesus Diaz daje zwycięstwo na wagę ważnych trzech punktów.
– Nic dodać, nic ująć. Mieliśmy swoje sytuacje, ale długo brakowało kropki nad “i”. Na szczęście na koniec dwie sytuacje i zdobywamy dwie bramki. Piękne zwieńczenie rundy jesiennej na swoim stadionie.
-Kibice stworzyli gorącą atmosferę, górnicze święto. Znakomity prezent na Barbórkę.
– To prawda. Świetnie się złożyło, bo przegrywając całą drugą połowę i odwracając sytuację w ten sposób oraz w takiej atmosferze to smakuje wyjątkowo dobrze.
Przed Wami zwieńczenie rudny jesiennej z Rakowem Częstochowa na wyjeździe, a my pokazaliśmy już, że potrafimy grać z najlepszymi drużynami.
– Nie boimy się nikogo. Można wygrać z każdym. Musimy wspiąć się na wyżyny, zagrać skutecznie i wywieźć trzy punkty z Częstochowy.
Zaległy mecz 4. kolejki PKO Ekstraklasy, Raków Częstochowa – KGHM Zagłębie Lubin, niedziela, 14 grudnia, godz. 14.45.

