To dzięki niemu powstały m.in. Złotoryjskie Towarzystwo Tradycji Górniczych oraz Skansen Górniczo-Hutniczy w Leszczynie. Miał wiele pomysłów i planów. Jeszcze niedawno snuł kolejne. Dziś pozostały po nim wspomnienia i dzieło, którego nie sposób nie zauważyć na mapie Złotoryi.
Andrzej Kowalski przyjechał do Złotoryi jako młody człowiek wraz z żoną Barbarą i córką Beatą. Było to ponad 53 lata temu. Swoją zawodową drogę rozpoczął w Zakładach Górniczych Lena, gdzie w latach 1973–1976 pracował jako sztygar. To właśnie górnictwo miało być jego zawodową przyszłością. Los zdecydował jednak inaczej. Jak po latach wspominał, zamiast dalszej pracy w kopalni zaproponowano mu kierowanie Spółdzielnią Vitrum, znaną później jako Vitbis. Prezesem został na dziesięć lat. Później stanął na czele PSS Społem w Złotoryi. Był to trudny okres transformacji gospodarczej i społecznej, gdy polskie przedsiębiorstwa dopiero uczyły się zasad marketingu i konkurowania na rynku.
Kowalski postanowił jednak szukać własnych rozwiązań. Jednym z jego najbardziej spektakularnych pomysłów było stworzenie w centrum Złotoryi salonu obuwniczego Balerina. Sklep wzorowany na ekskluzywnych salonach znanych z Francji i Włoch szybko stał się sensacją. Kowalski docierał do polskich producentów i zabiegał o to, aby markowe obuwie, które w dużej części trafiało na eksport, było dostępne również w Złotoryi. Otwarcie Baleriny przyciągnęło tłumy. Sklep przeżył takie oblężenie, że zaproszonych gości honorowych trzeba było – jak wspominano – wyprowadzać tylnym wyjściem. Już po tygodniu okazało się, że Balerina wygenerowała zysk porównywalny z tym, który pozostałe sklepy Społem wypracowywały przez kilka miesięcy.

Kowalski zyskał wówczas opinię gospodarczego wizjonera. Do Złotoryi po markowe obuwie przyjeżdżali klienci nie tylko z Legnicy i Lubina, ale także z Wrocławia. W 1989 roku Andrzej Kowalski został naczelnikiem miasta i gminy Złotoryja. Funkcję tę pełnił jednak krótko. W czerwcu 1990 roku zastąpił go pierwszy burmistrz wybrany przez radę miejską – Kazimierz Zwierzyński. Nowa rzeczywistość gospodarcza otworzyła przed Kowalskim kolejny rozdział. Pod koniec 1990 roku rozpoczął działalność biznesową na własny rachunek. Na bazie stołówki pracowniczej Złotoryjskich Zakładów Obuwia stworzył kompleks gastronomiczno-hotelarski „Przy Miłej”, który działa do dziś.
Najważniejszy rozdział jego życia miał jednak dopiero nadejść. Andrzej Kowalski coraz mocniej angażował się w ochronę pamięci o górniczej przeszłości regionu. Był jednym z twórców i wieloletnich działaczy Złotoryjskiego Towarzystwa Tradycji Górniczych. Organizacja stała się jego wielką pasją, a jednym z najważniejszych efektów jej działalności był Skansen Górniczo-Hutniczy w Leszczynie. W 2012 został uhonorowany tytułem Człowieka Ziemi Złotoryjskiej. Kapituła doceniła przede wszystkim stworzenie tego wyjątkowego miejsca. Kowalski podkreślał, że skansen miał być hołdem dla górników Starego Zagłębia Miedziowego. To właśnie pamięć o tych ludziach i ich pracy chciał zachować dla kolejnych pokoleń. Z jego inicjatywy rozwijano także Dymarki Kaczawskie, które miały przypominać o wielowiekowych tradycjach związanych z wydobyciem i obróbką metali na ziemi złotoryjskiej.
Jego działalność na rzecz zachowania górniczego dziedzictwa została doceniona również w 2024 roku. Andrzej Kowalski otrzymał wówczas stopień generalnego honorowego dyrektora górniczego. Dystynkcje na mundurze odebrał podczas karczmy górniczej w Leszczynie, połączonej z obchodami Barbórki oraz 25-lecia Złotoryjskiego Towarzystwa Tradycji Górniczych – organizacji, którą współtworzył i która była jednym z jego najważniejszych życiowych projektów. Nadanie stopnia przez ministra przemysłu było wyrazem uznania dla jego zasług dla górnictwa, a szczególnie dla pielęgnowania tradycji Starego Zagłębia Miedziowego i popularyzowania historii polskiej miedzi.
Andrzej Kowalski był człowiekiem pełnym energii. Miał głowę pełną pomysłów i planów. Kochał rodzinę, ale równie mocno angażował się w życie Złotoryi. Jeszcze na kilka dni przed tragicznym zdarzeniem, po którym trafił na oddział intensywnej terapii legnickiego szpitala, rozmawiał o swoich kolejnych zamierzeniach. Jednym z nich było zaangażowanie w rozwój drugoligowej drużyny siatkarek Mine Master. Miał także marzenia związane z dalszym rozwojem Skansenu Górniczo-Hutniczego w Leszczynie i powrotem Dymarek Kaczawskich.
Dziś tych planów już nie zrealizuje. Pozostawił po sobie nie tylko wspomnienia, ale również konkretne miejsca i instytucje. Złotoryjskie Towarzystwo Tradycji Górniczych i skansen w Leszczynie są dziś materialnym śladem jego pasji.