Kościelniak – jestem bardzo zły

Po ostatnim gwizdku sędziego na stadionie przy Orła Białego, żadna z drużyn nie miała powodów do zadowolenia. I choć kibice zgromadzeni na trybunach obejrzeli cztery gole, czuć było wyraźnie oddech niedosytu, bo apetyty gospodarzy były zdecydowanie większe. Miedź zremisowała z GKS Tychy, mimo, iż dwukrotnie wychodziła na prowadzenie. Dobra wiadomość jest taka, że legniczanie wciąż liczą się w walce o baraże do ekstraklasy.

To był pojedynek dwóch zespołów sąsiadujących ze sobą w tabeli Fortuna 1. ligi. Odważniej zaczęli gospodarze, którzy za sprawą Santany już w 12. min. objęli prowadzenie. Jednak w 41. min. goście wyrównali. Bramkę na remis zdobył Lewicki. Po zmianie stron podopieczni trenera Kościelniaka walczyli ambitnie i w 61. min. Roman podwyższył na 2:1. Wynik spotkania ustalił w 80. min. Szumilas.

– Spotkały się dzisiaj dwie bardzo dobre drużyny. GKS Tychy okazał się wymagającym przeciwnikiem. Dobrze przeanalizowaliśmy rywali, głównie koncentrowaliśmy się na dośrodkowaniach z bocznych sektorów. Wiadomo, że GKS ma zawodników o dobrych warunkach fizycznych. Niestety straciliśmy bramkę w sposób, który mieliśmy przeanalizowany. Tego najbardziej żałuję. Wydaje mi się, że kontrolowaliśmy przebieg spotkania, jednak popełniliśmy dwa błędy, które przeciwnik zamienił na bramki. Stworzyliśmy sobie więcej sytuacji, najbardziej szkoda okazji na 2:0 w pierwszej połowie oraz tej na 3:1 w drugiej odsłonie. Były to stuprocentowe sytuacje. W każdym meczu u siebie walczymy o trzy punkty, dlatego jestem zły, że dwa z nich nam uciekły. Niedługo czeka nas kolejne spotkanie i znów będziemy walczyć o pełną pulę – ocenił przebieg spotkania Ireneusz Kościelniak, trener Miedzi.

W tabeli Miedzianka utrzymała piątą pozycję. W następnej serii spotkań legniczanie zmierzą się na wyjeździe ze Stomilem Olsztyn.

Fot. Bartek Hamanowicz/miedzlegnica.eu

 

Sport

Na sygnale

Rozmaitości